poniedziałek, 9 marca 2015

Algarve rowerem.

Relaks na Praia de Faro
Zakup rowerów planowałyśmy już długo przed wyjazdem do Portugalii, w zasadzie od chwili, gdy dowiedziałyśmy się, że zostałyśmy zakwalifikowane na wyjazd. Ale, gdy dotarłyśmy do Faro, bardzo dużo się działo. Ciągle ktoś nas odwiedzał, dużo podróżowałyśmy. I tak zaskoczyła nas zima, która zniechęcała do rowerowych wypraw.
Temat roweru powrócił w lutym, kiedy pogoda zaczęła się poprawiać. Zrobiło się cieplej, a słońce sprawiało, że aż chciało się wyjść z domu. Ja(Justyna) stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie zakup używanego roweru. Wiedziałam bowiem, że ów rower będzie mi służył tylko przez kilka kolejnych miesięcy. I tak z pomocą Nuno rozpoczęłam poszukiwania. Przeglądaliśmy strony internetowe i wreszcie pod koniec lutego udało się znaleźć odpowiedni jednoślad. Znajdował się w Lizbonie, ale sprzedający zapewniał, że jest w stanie dostarczyć go do Faro. Przelaliśmy pieniądze i nadeszły długie dni oczekiwania. Po pewnym czasie otrzymałam wiadomość,  w której sprzedawca tłumaczył, że dostawa zajmie nieco dłużej niż przypuszczał, ponieważ koszty przesyłki są zbyt wysokie, a on nie ma możliwości, aby dostarczyć rower osobiście. Oczywiście spodziewałam się najgorszego…I tu otrzymałam od losu potężną lekcję, że nie należy wątpić w ludzi. Po około dwóch tygodniach od zakupu, sprzedający ostatecznie napisał, że nie może dostarczyć mi roweru. Rozumiał jednak jaką stratę stanowił dla mnie czas oczekiwania na przesyłkę i w związku z tym zwrócił mi dwukrotność sumy jaką zapłaciłam!
Po takim niespodziewanym zastrzyku gotówki mój budżet wzrósł na tyle, że mogłam kupić nowy rower. Podczas wizyty w Lizbonie zobaczyłam GO! Był biały,  z zawadiackim pomarańczowym siodełkiem. I zdawał się krzyczeć: „ KUP MNIE!”. Pewnie gdybym wybierała rower na dłużej nie zdecydowałabym się na takie połączenie kolorystyczne, ale miałam świadomość, że to zakup na trzy miesiące i w tym wypadku mogę pozwolić sobie na szaleństwo. Po powrocie do Faro odwiedziłam sklep SPORT ZONE. Na szczęście okazało się, że ma on w swojej ofercie mój wymarzony model!  I tak po zapłaceniu, i zakupie kilku rowerowych gadżetów, ruszyłam w pierwszą małą podróż, podróż do domu. Celem kolejnych wycieczek stało się oddalone o około 10 km Olhao. Gdy tylko miałam chwilę wolnego czasu (a w zasadzie miałyśmy go pod dostatkiem), wsiadałam na rower, by po chwili delektować się małą kaweczką, widokiem morza i gwarem targowych rozmów. Z czasem wycieczki stawały się coraz dłuższe. Pamiętam, że gdy planowałam wyjazd do Taviry , byłam przekonana, że do Faro wrócę pociągiem. Jednak, gdy okazało się, że na pociąg musiałabym czekać ponad godzinę, zdecydowałam się wydłużyć trasę z 30 do 60 km i wrócić do Faro rowerem. Często jeździłam rowerem na Praia de Faro. Tam spotykaliśmy się z Martyną i Nuno i razem spędzaliśmy czas. Wypoczywaliśmy, graliśmy w rakietki i podglądaliśmy wyczyny surferów.
Podczas rowerowych 3 miesięcy przejechałam ponad 1000 km, a oczywiście miałam apetyt na jeszcze więcej! I wtedy stało się jasne, że nie jestem gotowa na rozstanie z moim rowerem! Zbyt wiele pięknych miejsc widziałam podczas wycieczek na nim. I tak w dniu wylotu rower został zafoliowany. Rower, plecak i dwie duże walizki- z takim bagażem ruszyłam w ciekawą podróż powrotną. Oczywiście okazało się, że transport roweru jest łatwy tylko w teorii. Chyba nigdy nie zapomnę zdziwionych twarzy podróżnych na lotnisku w Faro. Czułam się jakbym chciała przewieźć przynajmniej słonia! Obsługa lotniska odsyłała mnie od jednego do drugiego stanowiska, ale w końcu udało się nadać rower. Na lotnisku w Sztokholmie, okazało się, że zaszła pomyłka i rower zamiast spokojnie czekać wraz z innymi bagażami na kolejny lot, pojawił się na taśmie. Musiałam zatem zabrać go ze sobą. Tym sposobem rower zwiedził podczas oczekiwania na lot, niemal całe lotnisko. Był w kawiarni, windzie, toalecie. Wreszcie po nocnym locie ja i mój rower wylądowaliśmy w Krakowie, by rozpocząć nową- polską część naszych wspólnych przygód.
 Niespełnionym marzeniem pozostała wycieczka z Faro na Cabo de Sao Vincente. Cały czas mam jednak nadzieję, że i to marzenie uda mi się kiedyś spełnić!
Na koniec kilka informacji praktycznych. Gdy kupowałam rower, portugalscy znajomi uprzedzali mnie, że nie jest najlepszym pomysłem, abym jeździła sama. Zwracali uwagę na to, że portugalscy kierowcy, niezbyt chętnie respektują prawa rowerzystów. Jednak podczas moich 3 rowerowych miesięcy nie miałam żadnych przykrych doświadczeń. Wzdłuż wybrzeża poruszałam się drogą N125. Większa jej część posiada szerokie pobocze i pas awaryjny, które umożliwiają spokojną jazdę. Podróżowanie nią jest też dużo szybsze niż jazda małymi dróżkami. Warto jednak wiedzieć, że w okolicach Portimao, jazda rowerem  po wspomnianej drodze jest zakazana i odcinek ten trzeba ominąć wjeżdżając do miasta.  Oczywiście, gdy zbliżałam się do miejscowości, które stanowiły cel moich małych wypraw, zjeżdżałam na mniejsze drogi, które były jeszcze bardziej urokliwe.
Dla osób, które przyjeżdżają do Faro i chcą aktywnie spędzić dzień, dobrą opcją jest rowerowa wycieczka na Praia de Faro,  a następnie udanie się do Quinta do Lago przez malownicze tereny Ria Formosa.  
Pierwsze 100 km! Tavira
Odpoczywamy przed dalszą drogą w Carvoeiro
Olhos de Agua
Quinta do Lago
Quinta do Lago

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz