niedziela, 1 marca 2015

Odeceixe, czyli o wiatrakach i absolutnie smutnym psie

Z perspektywy prawie 2 lat, które upłynęły od tamtych zdarzeń, jednym z najciekawszych miejsc , które odwiedziłyśmy w maju 2013 r było nadmorskie Odeceixe. Miejscowość położona jest na zachodnim wybrzeżu Algarve, tuż przy granicy z Alentejo. Podczas wizyty kolejnego gościa, postanowiłyśmy wybrać się w miejsce, którego wcześniej nie widziałyśmy. Tym samym odeszłyśmy od rutyny i wzbogaciłyśmy „typowy plan zwiedzania”. Z przyjaciółką Moniką- zapaloną geografką, chciałyśmy odwiedzić znane już nam wcześniej (i szczególnie bliskie Martynie) Monchique, a następnie wybrać się do północno- zachodniej części regionu.

Pogoda tego dnia była zaskakująca. Gdy wyjechałyśmy na położoną w pobliżu Monchique Foię- najwyższy szczyt Algarve zaczęło się chmurzyć. Obserwowałyśmy burzowe chmury w oddali i z radością wspinałyśmy się po skałkach, gdy nagle zaczęło grzmieć! Chyba nigdy nie sądziłyśmy, że możemy tak szybko przeskakiwać z kamienia na kamień, by czym prędzej schronić się w samochodzie. Jednak burza potrafi skutecznie przestraszyć nawet żądne przygód i mocnych wrażeń turystki!
Jechałyśmy na północny- zachód. Chwilami padał deszcz, przez chmury nieśmiało wyglądało słońce, czasami na niebie pojawiała się tęcza. Ta zmienna pogoda wprowadzała niepokój. Kiedy przejeżdżałyśmy przez jedną z miejscowości , naszą uwagę przyciągnął pies, który został nazwany „Absolutnie smutnym psem”. Chyba jedyną atrakcją było dla niego wyrywanie piór kurom, z którymi dzielił niezbyt przyjemną zagrodę. Z pewną dozą nieśmiałości i zniechęcenia Absolutnie smutny pies, zgodził się zapozować do zdjęcia.
Gdy przygotowywałyśmy się do tej wycieczki, znalazłyśmy informację o odrestaurowanym wiatraku, udostępnionym dla zwiedzających. Zainteresował nas na tyle, że już od chwili opuszczenia Monchique zaczęłyśmy go wypatrywać. Wreszcie naszym oczom ukazał się ON! Znajdował się w pewnej odległości od drogi. W niczym jednak nie przypominał budynku opisanego w przewodniku… Sprawiał wrażenie opuszczonego, był zniszczony, a rozsypujące się ściany chroniła powiewająca na wietrze folia. Mimo wszystko postanowiłyśmy zrobić sobie z nim zdjęcie. Zastanawiałyśmy się czy opis mógł, aż tak różnić się od rzeczywistości. Oczywiście dalszy ciąg wycieczki, wyjaśnił nasze wątpliwości. Kilka kilometrów dalej znajdował się bowiem wiatrak, którego szukałyśmy. Piękny, zadbany, górował nad osadą . Zatrzymałyśmy się na mały spacer po miejscowości. Pogoda jakby na nasze życzenie zmieniła się. I wiatrak pięknie prezentował się na tle błękitnego nieba. Naszym przewodnikiem po Odeceixe został czarny kot, który sprawdził się również w roli modela i chętnie pozował do zdjęć na tle lokalnej atrakcji.
Po tym małym spacerze, pojechałyśmy wzdłuż rzeki Seixe, do oddalonej o kilka kilometrów Praia de Odeceixe. Ujście rzeki Seixe do oceanu było najbardziej niezwykłym miejscem, które odwiedziłyśmy tego dnia. Przy ujściu znajduje się przepiękna, piaszczysta plaża. Być może gdybyśmy dotarły do Praia de Odeceixe w słoneczny dzień, miejsce to stałoby się tylko kolejną uroczą miejscowością na naszej mapie Algarve. Ale dzięki temu , że dotarłyśmy tam przy tej budzącej niepokój melancholijnej pogodzie, zdecydowanie się wyróżniło.
Plaża zauroczyła nas na tyle, że pobyt przedłużył się, a co za tym idzie nie zdążyłyśmy dojechać na Przylądek świętego Wincentego, aby tam podziwiać zachód słońca – co do tej pory stanowiło żelazny punkt każdych odwiedzin. Ale było warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz