czwartek, 20 września 2012

Olhão i Ilha da Armona- wrócimy tam jeszcze!

Portugalscy znajomi nie zachęcali nas do odwiedzenia Olhão. Twierdzili, że miejscowość nie zasługuje na szczególną uwagę. Nie zrażone tymi opiniami postanowiłyśmy odwiedzić miasto. Nie zawiodłyśmy się. Być może Olhão nie dorównuje urodą odwiedzanym przez nas miastom, ale musimy przyznać, że ma coś wyjątkowego i niepowtarzalnego.
Spacerowałyśmy wąskimi uliczkami położonymi w pobliżu portu. Naszą uwagę przyciągnęły dwa kościoły. Jeden z nich to świątynia Nossa Senhora do Rosário. Barokowy fronton kościoła zdobiony jest stiukami. Warto zwrócić uwagę na to, że architektura sakralna Portugalii znacznie różni się od tej znanej nam z Polski. Świątynie w Portugalii sprawiają wrażenie mniej monumentalnych. Nie przytłaczają swym ogromem. Na nabrzeżu znajdują dwie bliźniacze hale targowe. Ze względu na to, że w Olhão działa największy w regionie port rybacki, stoiska zaskakują rozmaitością świeżych ryb i owoców morza. W najbliższym czasie planujemy osobną wyprawę na targ w Olhão. Dzięki profilowi "Smaki Portugalii" na facebooku mogłyśmy się dowiedzieć, że jest on najwspanialszy w kraju.
Wzdłuż nabrzeża przebiega promenada obsadzona szpalerem palm.Przechadzałyśmy się nią dokarmiając mewy, które w zamian za przekąskę chętnie pozowały do zdjęć.
Tego dnia naszym celem było plażowanie więc swoje kroki skierowałyśmy w stronę przystani promowej. Z Olhão można popłynąć promem na Culatrę, Farol i Armonę. My wybrałyśmy tę ostatnią i po 15 minutach rejsu znalazłyśmy się w raju. Na Ilha da Armona znajdują się setki małych domków, przypominających bungalowy porozrzucane na ogromnym terenie hotelowym. Każdy domek jest inny. Niektóre mają kolorowe ściany, inne malowane okiennice. Uwagę przyciągaja intensywne barwy kwiatów kwitnących przy domkach.
Po długim spacerze połączonym z ciągłym wyrażaniem zachwytu wyspą. Dotarłyśmy do miejsca, gdzie krajobraz zmienił się. Pojawiły się znane z Lagos wydmy porośnięte trawami i mostek prowadzący ponad nimi.
W końcu w oddali zobaczyłyśmy plażę. Była to chyba największa, najszersza i najbardziej nieziemska plaża na jakiej byłyśmy. Niezwykła była również mała frekwencja plażowiczów. W zasięgu wzroku przebywało może 20 osób. Najbardziej pozytywnie zaskoczył nas fakt, że pomimo małej ilości plażowiczów, plaża pozostawała pod czujnym okiem ratownika.
Ilha da Armona wyjątkowo przypadła nam do gustu, z pewnością będziemy tam wracać kuszone błękitem nieba, rozmaitością barw kwitnących kwiatów, urokiem małych domków i kojącym szumem oceanu.




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz